Systemów operacyjnych Microsoftu nie używam od wielu lat. O ile pamiętam ostatnie wersje z którymi się zetknąłem to Windows 3.11 i może przez chwilę Windows 95. Od tego czasu na moich stacjach roboczych stosowałem Linuksa, a ostatnio także Mac OS Xa.
Wybrałem inne niż Windows systemy nie tyle ze względów ideologicznych, co pragmatycznych - przynajmniej tak wolę o tym myśleć :). W roku 1997, będąc na pierwszym roku studiów informatycznych, miałem do wyboru - programowanie w DOS, lub nakładkach na DOS :), gdzie musiałbym zakupić stosowny pakiet Borlanda lub Microsoftu (był jeszcze mityczny Watcom), lub programowanie z użyciem narzędzi GNU w Uniksie (Oczywiście ten ostatni sam w sobie wart był poznania :) ). Na pierwszą opcję zdecydowanie podówczas nie było mnie stać, choć wynalazki w rodzaju Visual Basic (zdążyłem go już nieco poznać), czy Delphi (miałem spore doświadczenie w Turbo Pascalu) mocno kusiły. Z drugiej strony tak "abstrakcyjne" narzędzia wybrane "na początek" IMO zaciemniają istotę programowania.
Zainstalowałem Debiana i poraziło mnie, że w jednym miejscu mam dokładnie opisane, łatwo dostępne, zintegrowane wzajemnie i przy tym całkowicie "free" (zarówno w aspekcie dostępności kodu źródłowego jak i ceny :) ) narzędzia do programowania z pomocą takich języków jak: C, C++, Pascal, Java, Python, Perl, LISP, Ada, Logo, etc.. Większości z tych języków nie poznałem zbyt dogłębnie - z czasem skupiłem się na Javie, co było również wyborem pragmatycznym. Zakochałem się też w Xemacsie, a przy okazji zyskałem biegłość w stosowaniu Linuksa do bardzo różnych celów. To były piękne czasy - rozpoczęła się przygoda, która w pewnym sensie trwa do dzisiaj.
Pierwsza instalacja Debiana była dla mnie naprawdę ciężka. Setki komunikatów w trybie tekstowym, z których nic nie rozumiałem. Po instalacji format i jeszcze jedna próba, potem następna - zaczynałem coś z tego kumać.
No ale pisać miałem o Windowsie. O jakości dalszej ewolucji systemów operacyjnych z Redmond do tej pory się nie wypowiadałem, nie mając dostatecznego porównania i doświadczenia pracy w stosownym środowisku.
Niestety dzisiaj zostałem skonfrontowany z instalacją Windowsa XP i poczułem trochę jakby czas cofnął się o co najmniej dekadę :(
Najpierw o kontekście zadania - znajoma poprosiła mnie o spojrzenie na komputer jej syna - maszynka przestała działać. Objawy były takie, że podczas startu systemu następował restart komputera. Sprawdziłem z pomocą płyty instalacyjnej Ubuntu, że sam komputer jest w porządku (BTW Ubuntu Live od razu znalazł i zastosował sterowniki do wszystkich bebechów). Nawet nie myślałem o zaproponowaniu przesiadki na Vistę - komputer by tego nie udźwignął, a ponadto zbyt wiele złego już o tym systemie słyszałem i czytałem. Z tych względów traktuję Windows XP jako najpoważniejszą obecnie ofertę Microsoftu w temacie systemów operacyjnych.
Pomyślałem sobie - kurcze instalacja systemu operacyjnego to nie jest taka skomplikowaną sprawą - chłopak mógłby się tego nauczyć. Z czasem jednak pozbyłem się złudzeń. W porównaniu z Ubuntu czy Mac OS X, poprawne ustawienie Windows XP przypomina rycie dłutem w kamieniu.
Podstawowa instalacja przebiegła w miarę sprawnie, choć ilość upierdliwych pytań wyskakujących co i rusz trochę denerwuje. Denerwują także marketingowe teksty mające urozmaicić żmudny proces - ich wartość poznawcza jest niestety znikoma, jeśli nie ujemna :). Co więcej w trakcie instalacji można wyklikać trochę opcji, które zupełnie nie wiadomo czemu służą, a ich znaczenie nie jest w żaden sposób opisane (syndrom pierwszych instalacji debiana? ;) ).
Po instalacji systemu zabrałem się za instalację uaktualnień. Ciężko było się z razu do tego dokopać - zupełnie nie intuicyjne. Naklikałem się chyba z 30 razy. Musiałem najpierw zainstalować kontrolkę ActiveX Microsoftu, przed czym IE mnie ostrzegał (sic!), zaraz potem "Genuine Microsoft Software"- cośtam, znowu ze 20 klików i restart.
W międzyczasie zainstalowałem Firefoxa 3 i uczyniłem go domyślną przeglądarką - niestety Firefox pod Windows XP nie stosuje antyaliasingu czcionek. :( Zdrowy rozsądek i doświadczenie z innymi systemami podpowiadałyby, że to już wszystko com zrobić miał. Intuicja jednak zasiała to niemiłe przeczucie, że to jeszcze nie koniec.
Ponowne odpalenie Windows Update znowu wymagało trochę zachodu - odpalił mi się firefox, a on nie obsługuje ActiveX :( Ale poszperałem i w innym miejscu opcja "Microsoft Update" - odpala IE. No i niestety nie myliłem się - oczekująca aktualizacja Service Pack 3 - dłuższa chwila czekania i znowu restart.
Okazało się, że na tym nie koniec. W kolejce czaka jeszcze IE 7 i parę innych "security patches", znowu restart.
Wciąż nie koniec - tym razem Zbiorcza aktualizacja zabezpieczeń dla programu Internet Explorer 7 w systemie Windows XP - niestety próba jej instalacji nie powodzi się. Znowu restart (tym razem z własnej woli), który niestety nic nie dał. Postanowiłem zatem ściągnąć tego patcha "ręcznie". Próba dokopanie się do strony na www.microsoft.com zawierającej właściwy link do ściągnięcia aktualizacji zakończyła się fiaskiem wydatnie podnosząc mój poziom frustracji. Postanowiłem zatem skopiować sobie kod aktualizacji i poszukać jej w "Microsoft Download Center". Tam nieopatrznie wybrałem interfejs beta (myślałem, że dzięki temu szybciej znajdę), co poskutkowało ściągnięciem pluginu Silverlighta, czyli odpowiedzi Microsoftu na trend Rich Internet Applications. Po instalacji wbudowana wyszukiwarka MDC zwróciła mi wyniki, ale chciałem przejrzeć te spośród nich, które zawierają frazę XP. Wciskam zatem CTRL-F i nic. :( Przeszukiwana jest zawartość strony HTML, a nie contentu wyświetlonego za pomocą pluginu. Czy odpowiedź Microsoftu na trend RIAs nie jest nieco chybiona?
Wróciłem zatem do standardowego interfejsu "Windows Download Center" i pobrałem enigmatyczną wersję "IE7 PL z dodatkiem". Znowu restart. Niestety bez powodzenia. :(
Kolejne podejście - tym razem udało się ściągnąć odpowiedni plik w wersji polskiej - co ciekawe waży on 8,5MB, ponad połowę tego co cały instalator IE7, doprawdy dziwne. By zainstalować znowu z 10 klików - m.in. zgoda na licencję. No i znów restart, ale tym razem się udało. :) Chwila spędzona na "Microsoft Update" - w okienku po prawej stronie pojawia się porada, by zainstalować SP2, kiedy przecież płyta instalacyjna przyszła z SP2, a system ma już SP3. W dodatku interfejs użytkownika "Microsoft Update" maksymalnie nieprzejrzysty i nieintuicyjny, zgroza.
Podsumowując zatem co uzyskałem po wielogodzinnej walce: mam system zaktualizowany, lecz wciąż pojawia się monit o możliwych zagrożeniach ze strony "bardzo groźnych wirusów komputerowych". Użytkowniku Windows XP który to czytasz i który przeszedłeś przez podobną gehennę mając to za dobrą monetę - w Ubuntu czy Mac OS X też są aktualizacje, analogiczny upgrade wymaga z reguły dwóch kliknięć - i wierz mi, zostało to pomyślane tak, by mózg użytkownika zaangażować w stopniu bliskim zeru!!!
System zdaje się działać, coś jest jednak nie tak. Długo mi zajęło doklikanie się do przeglądarki sprzętu. Dźwięk nie działa wcale. sterowniki chipsetu płyty też nie są optymalne, nie mówiąc o driverach karty graficznej.
Miałem nadzieję, że "Windows Update" przetrzymuje informacje o optymalnych driverach dla określonego sprzętu - jest niby opcja "Aktualizuj Sterownik". Niestety wielokrotne próby na niewiele się zdały - coś jakby drgnęło z kartą muzyczną, ale nie do końca.
Wtedy przypomniałem sobie, że w przypadku Windows ciężar dostarczenia odpowiednich driverów spoczywa na producencie sprzętu, a nie na Microsofcie. Niby logiczne, ale cholernie uciążliwe. Tym bardziej że np. Apple w ogóle nie ma tego problemu produkując system pod określony sprzęt, a np. Linuksowi udało się przezwyciężyć ten chory paradygmat z driverami - często za sprawą ogromnego wysiłku ludzi, którzy dokonać musieli inżynierii odwrotnej. Dzięki temu "otwarte" drivery dla Linuxa są często znacznie wyższej jakości niż "zamknięte" drivery producenta sprzętu przeznaczone dla Windows, a co najważniejsze drivery są rozwijane zazwyczaj jako część kodu źródłowego jądra systemu!
No dobra, ale co ten komputer ma w środku? W dawnych czasach używałem na Linuksach komendy lspci by poznać szczegóły odnośnie komponentów kompa. Dziś większość użytkowników dajmy na to Ubuntu, nie musi nawet o tego typu sprawach myśleć - sprzęt jest w większości wypadków rozpoznawany automatycznie. Tutaj musiałem ściągnąć narzędzie EVEREST Home Edition - bardzo pozytywne wrażenie - wykryty został symbol płyty głównej - mam nadzieję, że poprawnie. :) No właśnie - "symbol płyty głównej" - w zasadzie jedyny w przypadku Windows sposób, by zainstalować optymalne sterowniki, to ściągnąć je ze strony producenta płyty głównej, licząc równocześnie na to, że Ci którzy je tam umieścili wiedzieli na czym polega ich praca.
Weźmy najpierw na tapetę chipset - w tym przypadku VIA. VIA produkuje bundle driverów pod dźwięczną nazwą "4 in 1". Przy próbie ściągnięcia najnowszej wersji dowiaduję się jednak, że do starszych chipsetów, między innymi KT333 na którym oparta jest płyta główna rzeczonego komputera, należy ściągnąć wersję jakąś tam - znacznie starszą. No ale na stronie producenta płyty jest z kolei polecana wersja "pomiędzy" - jak przypuszczam będąca najnowszą w momencie produkcji sprzętu :) . Ściągam zatem właśnie tę. BTW małe porównanie z Linuksem - najnowsza wersja jądra wyposażona jest w drivery VIA zoptymalizowane dla wszystkich wersji chipsetów tej firmy (dotyczy to wszystkich popularnych producentów) - o niczym nie trzeba myśleć, bo nowe jądro zawsze pozostanie w tym względzie "kompatybilne w dół" - jeśli nie, to jest to traktowane jako błąd.
Tak więc instalacja "4 in 1" i kolejny restart. Instalacja driverów wbudowanej karty muzycznej i kolejny restart.
Czas na sterowniki karty graficznej - Instalacja driverów ATI zarządała .NET w wersji 2.0, który nie chce instalować się przez Microsoft Update :(, oczywiście po instalacji restart.
Przy okazji Windows Update pokazuje aktualizację sterowników dźwięku - niestety one też się nie instalują. :(
Instaluję .NET 2.0 ze ściągniętej paczki, na szczęście już nie trzeba robić restartu, ja jednak dla pewności by drivery ATI rozpoznały obecność .NET robie restart z własnej inicjatywy. :)
Hmm, restart - w zasadzie jedyna sytuacja w przypadku Linuksa, gdzie konieczny jest restart komputera, to upgrade samego jądra systemu.
No i to by było na tyle w temacie instalacji. I właściwie po co to wszystko? - W praktyce po to, by syn przyjaciółki mógł poubijać kilku alienów. Czy nie jest sensowniej w takim wypadku kupić konsolę do gier, choćby Xboxa? Do wszelkich innych rodzajów prac na komputerze (które raczej nie będą obciążać zasobów tej maszynki), z powodzeniem można wykorzystać np. Ubuntu.
Nie chcę tu porównywać funkcjonalności Windows XP z innymi systemami. Powiedzmy, że to kwestia gustu, choć znam szereg specjalistycznego oprogramowania dostępnego niestety tylko na tę platformę Microsoftu. Na instalację Windows XP straciłem wiele godzin czasu - czasu który jest cenniejszy niż wartość rynkowa jednej kopii Windowsa. Ale producentowi jak przypuszczam właśnie o ten efekt tutaj chodzi.
Prosto i łatwo to może być u Apple. Windows to nie tylko Microsoft - to cały konglomerat firm powiązanych w ten czy inny sposób z gigantem z Redmond - producentów sprzętu, sterowników, oprogramowania - gier w szczególności, firm udzielających wsparcia technicznego. Wszystkim tym instytucjom zależy na tworzeniu nimbu tajemniczości wokół tego co dzieje się "w środku" systemu - użytkownik powinien mieć poczucie, że instalacja i aktualizacja systemu to proces żmudny i skomplikowany, w którym muszą go wspomagać specjaliści, jego komputer zaś stale narażony jest na ataki wrednych wirusów komputerowych, przed którymi ma moralny obowiązek się bronić. :) Na marginesie - nie znam żadnego użytkownika Mac OS X, czy też Linuksa, który stosowałby oprogramowanie antywirusowe - widziałem natomiast Windows 2003 Server pracujący faktycznie jako serwer, a przy tym z zainstalowanym antywirem - co stanowi IMO kompletną abberację. Serwer potrzebuje Itrusion Detecion System, a nie oprogramowania antywirusowego!
Nie wiem jak wygląda i działa Windows Vista. Słyszałem tylko o kłopotach - z jednej strony zasobożerność, z drugiej strony znacznie gorsze wsparcie dla sterowników niż to jest w XP. To kolejna przesłanka ku wnioskowi, że paradygmat systemu operacyjnego oferowany przez Microsoft powoli się wyczerpuje.
Z drugiej strony w NCDC właśnie będziemy zatrudniać administratora ze znajomością systemów Microsoftu. Nasi obecni admini - wszyscy Uniksowcy, zazwyczaj świetnie radzą sobie z Windowsem. Niestety niektóre problemy pojawiające się u klienta na nowych laptopach dostarczonych z Vistą, po prostu transcendują wszelkie wyobrażenia.
Produkty Microsoft przypominają mi gmach przesycony biurokratycznymi procedurami - teoretycznie można uzyskać wszystko - potrzebna jest tylko stosowna "pieczątka", "podpis", "zgoda uzyskana w innym dziale". Projektowane w ten sposób oprogramowanie ma czasem problemy z uwierzytelnieniem samego siebie - chyba że dołoży się kolejną warstwę mediacji ponad wieloma, które powstały już wcześniej. Niestety kiedy to z kolei się "wysypuje", wtedy mnożącą poziomy abstrakcji procedurę obejścia problemu trzeba zaaplikować w kolejnej wersji systemu. Windows jako system w przeciwieństwie do otwartych Uniksów nie ewoluuje - nie działa tu dobór naturalny - kolejne wersje Windows nabudowywane są na starych. Jak długo jeszcze fundamenty wytrzymają to obciążenie? Jak daleko zajść może proces elefantyzacji?
Najważniejszy dla mnie wniosek z tego wszystkiego o czym pisałem jest mniej więcej taki: świat PC w kwestii sterowników musi poradzić sobie z niebagatelnym problemem różnorodności sprzętu - dystrybucje Linuxa w drodze ewolucji wypracowały rozwiązanie, które najlepiej sprawdza się w praktyce. Udało się uzyskać dla świata PC coś, co dostępne było dotychczas jedynie użytkownikom systemów firmy Apple - nie tylko system operacyjny, ale też wszystkie sterowniki dostępne są w jednym miejscu - od producenta systemu (np. firmy Canonical). a wykrywanie optymalnych (zawsze aktualnych dzięki paradygmatowi rozwoju jądra systemu) dla danego sprzętu sterowników jest całkowicie automatyczne.

9 comments:
Ostatnio zakupiłem nowy telefon. Ma on Windows Mobile, i żeby skomunikować się z nim z komputera potrzebuję odpalić Microsoft Active Sync - oczywiście tylko pod Windows. Wiesz jak sobie poradziłem? Zainstalowałem vmware na ubuntu i mam windowsa na wirtualnej maszynie :) Przy okazji poznałem nową rzecz (vmware właśnie).
A może już nie będziesz potrzebował ;)
http://www.pocketpcmag.com/cms/index.php?q=blogs/27/a_new_adventure_windows_mobile_and_ubunt
Proszę poprawić linka. Najlepiej korzystając z ujeb.pl lub podobnego serwisu.
Proszę bardzo
http://www.tinyurl.pl?lr7vehMF
Niestety Mac ma tez swoje wady - wlasnie przez to ze ma default zainstalowane wlasne sterowniki.
Moja drukarka moze drukowac "czarno-bialo" jak i rowniez dwustronnie - obie opcje za wybierane przez uzytkownika w okienku ktore pojawia sie po kliknieciu Print.
Z Tiger nie bylo problemu ale po przesiadce na Leopard przez pol roku nie moglam tych funkcji uzywac. Pisalam do HP, oni powiedzieli ze to wina Apple. Na szczescie podczas powtorek do egzaminow jako "przerwe" zaczelam szukac dlaczego tak jest. Okazalo sie ze trzeba bylo usunoc domyslne (te wyprodukowane przez Apple) sterowniki i dopiero potem zainstalowac oprogramowanie HP.
To może wtrącę swoje trzy grosze, jako godny potępienia codzienny użytkownik łindołsów (ale tylko z konieczności bo mój "idealny" system operacyjny zdaje się jeszcze nie istnieć).
Po pierwszy grosz pozwolę się nie zgodzić, ze stwierdzeniem: "W porównaniu z Ubuntu czy Mac OS X, poprawne ustawienie Windows XP przypomina rycie dłutem w kamieniu." Bo cóż to znaczy poprawne ustawienie? Żeby było "wygodnie", "bezpiecznie", "bajerancko"? Tak czy siak chyba w żadnym systemie nie obędzie się bez grzebania w konfiguracji. Do tego tych upierdliwych pytań przy instalacji jest akurat tyle co w Ubuntu.
Drugi grosz - nieintuicyjność Windows Update, patrz Pan, nigdy się w tym nie zgubiłem, więc podejrzewam, że jest to kwestia przyzwyczajeń i pewnej orientacji (sam przyznałeś, że systemów MS nie używasz od ho ho ho), choć teraz ja przyznam, że można byłoby to rozwiązać inaczej...
Trzeci grosz. Sterowniki. Dobra, dźwięk na Ubuntu działa od ręki, grafika ponoć też, ponoć bo akurat moja karta ATI (tak wiem, to wina ATI nie Ubuntu ;)) nie działa w pełni, i na dzień dobry trzeba sobie pogrzebać w xorg.conf żeby coś poprawić, drukarka też nie może być w pełni wykorzystana, ale dobrze, tu akurat winę można zrzucić na producenta, że nie dostarcza sterowników (bo niby kto powinieni dostarczyć jak nie on)... Ale są rzeczy, które na Windzie działają od ręki, bez dodatkowych sterowników - myszkę mam pięcioprzyciskową, w Ubuntu (przynajmniej 7.x) co by klawisze dodatkowe działały poprawnie muszę grzebać w xorgu... Touchpada którego mam w klawiaturze w ogóle nie udało mi się zmusić do działania, choć według dokumentacji jest on jak najbardziej obsługiwany, może to dlatego, że na comie jest... Monitor, tak, tak działa, ale żeby ekran logowania nie był w jakiejś wyciągniętej "z kosmosu" (znaczy się z odpytania sprzętu) cholernie wysokiej rozdzielczości przy zabójczym odświeżaniu 60Hz też się bez edycji tego i owego nie obejdzie.
Czwarty grosz, jeżeli na Windzie zainstaluję odpowiedni do sprzętu sterownik to nie mam bata, coś tam działa, a jak trzeba dokonfigurować to wszystko jest pod ręką. W linuxie zdarzają się takie kwiatki jak sane. Stery i wszystko co potrzebne jest zainstalowane, tylko... cały plik konfiguracyjny jest wykomentowany (przez co mogę sobie domyślnie poskanować co najwyżej za pomocą karty TV), o czym oczywiście można się dowiedzieć dopiero po paru zapytaniach w altaviście, plik trzeba sobie samemu znaleźć, bo jak żeby inaczej "gotowego" rozwiązania brak. Może innych bardziej od szukania odpowiedniego pliku konfiguracyjnego denerwuje ściaganie sterowników ze strony producenta, ale ja akurat do nich nie należę (kwestia przyzwyczajeń?)
Piąty grosz, to dokładnie tak samo mógłbym pomarudzić o instalacji Ubuntu jak Ty o Windowsach. Mi tam instalacja Windowsów do stanu używalności idzie szybciej niż Ubuntu do stanu tego samego.
Szósty grosz - odpowiedź na pytanie z tematu: "Tak". Przynajmniej dopóki rozwój ReactOs jest jeszcze we wczesnej fazie.
Siódmy grosz - nie wiem czy jest sens porównywać Mac OS i Windows. To jak wykazywać wyższość pociągu nad rowerem, argumentem, że w pociągu nie potrzebujesz kierownicy do skręcania.
Ósmy grosz: Do wszelkich innych rodzajów prac na komputerze (które raczej nie będą obciążać zasobów tej maszynki), z powodzeniem można wykorzystać np. Ubuntu Można by, gdyby nie... ubogość oprogramowania dla niego (sic!) :D Wiem, wiem, dziwny jestem, ale brak "porządnego" odtwarzacza "muzyczek", komunikatora IM czy menedżera plików to jest to co mnie na przykład skutecznie przed przesiadką całkowitą broni.
Dziewiąty grosz: "Wszystkim tym instytucjom zależy na tworzeniu nimbu tajemniczości wokół tego co dzieje się "w środku" systemu - użytkownik powinien mieć poczucie, że instalacja i aktualizacja systemu to proces żmudny i skomplikowany, w którym muszą go wspomagać specjaliści" Ło Matko! A ja głupi myślałem, że to instalacja gentoo jest skomplikowana... Wybacz, ale dlaczego ikonka Ubuntowych aktualizacji jest dająca poczucie że jest łatwo i przyjemnie, a analogiczna w Windowsach wręcz na odwrót? Kwestia koloru? Przecież tu i tu wszystko się sprowadza do kliknięcia na "dymku".
A o grosze od 10 do 12 pytajcie, nomen omen, Kazika... ;)
@filus
Odnośnie grosza 1 i 9 - przez "poprawne ustawienie" rozumiem pełną instalację systemu operecyjnego + wszystkie aktualizacje + zastosowanie optymalnych sterowników dla wszystkich komponentów sprzętowych.
Z tym "ryciem dłutem", nie tyle miałem na myśli samą instalację "z płytki", co właśnie to co przychodzi potem, a co w szczegółach opisałem. Naprawdę spędziłem nad tym kilka frustrujących godzin, podczas gdy płyta z najnowszym Ubuntu odpalona w trybie Live, wszystko ustawiła "optymalnie" - bez żadnego mojego grzebania w konfiguracji.
Drugi grosz- spóbuję odpowiedzieć pytaniami: czy potrafisz wyjaśnić mi różnicę między "Windows Update", a "Microsoft Update", dlaczego do zrobienia update muszę instalować dwa nowe komponenty Active X, przed instalacją których IE mnie ostrzega?! Dlaczego w ogóle do instalacji aktualizacji potrzebny jest IE?!! Dlaczego po instalacji SP3, Windows Update wciąż natrętnie pyta (okienko po prawej) czy mam już SP2? Dlaczego w końcu po zupełnie standardowej instalacji systemu (płytka z SP2), i zrobieniu nastu updates (aż strach pomyśleć co by było bez żadnego SP) i nastu restartów, Windows Update po prostu przestaje działać - żadnej nowej aktualizacji nie instalule. Udało mi się z tym poradzić - musiałem otworzyć log WindowsUpdate żeby stwierdzić jaki to błąd, przekopać się przez fora dyskusyjne, znaleźć rozwiązanie, zaaplikować (zatrzymanie usługi updates/skasowanie jej katalogu/przerejestrowanie nastu dlli/ start usługi) i dopiero mogłem cieszyć się działającymi automatycznymi aktualizacjami. Do takiego stanu doprowadziło zupełnie standardowe (wciskanie OK) użwywanie Windows Update. Nie wiem jak początkujący użytkownik ma sobie z tym poradzić - po prostu zostaje bez udaptes. Fakt że rozwiązanie tego problemu znalazło się na wielu forach świadczy o tym, że nie byłem jedynym który się z tym spotkał :).
Odnośnie grosza trzeciego - instalowałem ostanio Ubuntu na kilku desktopach i kilku laptopach - we wszystkich przypadkach w konfiguracji nie musiałem grzebać nic (no może poza "ticknięciem" dodatkowych repozytoriów APT). Zaraz po instalacji system był ustawiony "optymalnie" (w rozumieniu takim jak wyżej). Stąd moje wnioski na koniec o wyższości paradygmatu stosowanego w dystrybucjach Linuxa, choć oczywiście jest to generalizacja pertykularnych doświadczeń. Tworząc tę generalizację chciałem raczej wskazać na wektor rozwoju obu systemów, który daje po prostu paradoksalne rezultaty patrząc na to z dłuższej perspektywy czasowej: brak wsparcia w sterownikach ze strony producenta sprzętu owocuje częstokroć lepiej wykrywanymi i lepiej działającymi sterownikami w przypadku Linuxa (np. chipset VIA), i odwrotnie - z założenia przyjazny Windows wprowadza użytkownika w "piekło" myślenia o istnieniu czegoś takiego jak "sterownik", czego jak (choć nie doskonale) pokazuje Apple, a ku pewnemu mojemu zaskoczeniu także np. Ubuntu, da się jednak uniknąć.
Grosz siódmy - pomijając fakt, że wnioskowanie przez analogię jest najsłabszym typem wnioskowania - czy jest sens porównywać kalkulator i liczydło? IMO tak - w zależności od pryzmatu przez który patrzymy - jeśli jest nim zdolność wykonywania obliczeń, a nie fizyczna implementacja, to IMO porównanie jest jak najbardziej na miejscu. Porównując paradygmat Apple z PC + Windows/Linux nie ujmuję tym drugim - wręcz przeciwnie. Zadanie do rozwiązania jest trudniejsze (rozumiem, że to jest ten "pociąg" :) ). Płyta instalacyjna Windows dotweakowana przez producenta sprzętu - np. Della, ustawi system równie "optymalnie" co płyta instalacyjna mac os x ustawi maca.
@morisil
Hmmm... Korci mnie zapytać co to oznacza optymalny jeżeli chodzi o sterownik... Ale, żeby się nie czepiać za bardzo, postanowiłem wreszcie zainstalować sobie ponownie Xubuntu, tym razem 8.x, żeby też generalizować partykularne doświadczenia ;) Po 2 godzinach i ściagnięciu 158 aktualizacji (to tak apropos tych nastu dla Windy ;) Wiem, wiem, należało by jeszcze rozdzielić co w (X)Ubuntu jest jeszcze systemem a co nie) dostałem coś co niby jest "optymalnie" ustawionym systemem dla mojej konfiguracji sprzętowej. No dobra, ale "odkrywam" ikonkę, że mogę zainstalować sterowniki od producenta dla karty graficznej, fajnie, aczkolwiek żebym się dobrze nad tym zastanowił, kurczę ale skąd mam wiedzieć, który jest ten "optymalny"? Sprawdzam dalej, mysz przynajmniej w Fx działają "dodatkowe" przyciski więc możliwe, że w Operze też będą (jak doinstaluję ;)) czyli postęp w stosunku do 7.x jest. Touchpad oczywiście nie działa, skaner - też nic się nie zmieniło, czeka grzebanie po necie i konfiguracji. Plus za to że drukarka jest już obsługiwana na przystępnym poziomie. Krótko, jeżeli konfiguracja odbiega od nazwijmy to "standardu" wciąż nie jest tak fajnie jak to widzisz. Swoją drogą w tym samym czasie niedawno instalując Win XP system był już "optymalny" (przykro mi takie mam doświadczenia, te na pe ;))
A grosz drugi strikes back:
czy potrafisz wyjaśnić mi różnicę między "Windows Update", a "Microsoft Update" O tyle o ile bo z MU nigdy nie korzystałem :] Ale OIDP MU to takie WU plus aktualizacje automatyczne dla innego softu MS, takiego jak Office czy VS.
dlaczego do zrobienia update muszę instalować dwa nowe komponenty Active X, przed instalacją których IE mnie ostrzega?! a) dlatego, że taki mechanizm automatycznej aktualizacji przez WWW wymyślił sobie MS. b) ostrzega, bo ostrzega przed każdym (na domyślnych ustawieniach), takoż samo jak Fx przy instalacji rozszerzeń.
Dlaczego w ogóle do instalacji aktualizacji potrzebny jest IE?!! Hmmm... Można to zrobić za pomocą takiej drobnej ikonki w tacce (o ile się tego nie wyłączyło), można użyć innej przeglądarki do zaciągnięcia poprawki (lub ich zestawu)...
Dlaczego po instalacji SP3, Windows Update wciąż natrętnie pyta (okienko po prawej) czy mam już SP2? Bo to... reklama! :D O której widocznie wszyscy już zapomnieli.
Dlaczego w końcu po zupełnie standardowej instalacji systemu (płytka z SP2), i zrobieniu nastu updates (aż strach pomyśleć co by było bez żadnego SP) i nastu restartów, Windows Update po prostu przestaje działać A tu nie wiem, bo nigdy nie miałem takiego problemu. Ale znając życie ktoś coś spieprzył w którejś poprawce, można sobie wyobrazić to także w innych systemach aktualizacji (trzeba tylko wiedzieć co zepsuć ;)) Swoją drogą zastanawia mnie te naście restartów, u mnie skończyło się gdzieś na czterech...
Grosz trzeci. Twoje "częstokroć" zastąpiłbym "czasami". Czy świadomość istnienia sterowników nazwałbym piekłem? Chyba nie. Szczególnie w porównaniu ze świadomością istnienia... firmware'u. A to niestety w tej chwili jest często większy problem niż sterowniki (o ile różnicy między sterownikami do mojej płyty dostarczonej wraz z nią a tymi najnowszymi na sieci nie odczuwam w stopniu zauważalnym, o tyle, zmiany we firmwarze tejże i paru innych urządzeń jak najbardziej)
Siódma piecz... grosz siódmy znaczy się: pomijając fakt, że wnioskowanie przez analogię jest najsłabszym typem wnioskowania Wybacz, ale mam jeszcze zaimplementowane tylko wnioskowanie przez eksperymentowanie, nie wiem które gorsze ;)
Zadanie do rozwiązania jest trudniejsze Nie przeczę.
(rozumiem, że to jest ten "pociąg" :) ) Niestety rozumiemy inaczej :D. U mnie ani rower ani pociąg nie oznaczał niczego innego niż środka lokomocji.
Na koniec, nie zrozum mnie źle (ot taka standardowa formułka), fajnie byłoby mieć takiego apta/synaptica w Windzie również, bo idea jest całkiem fajna (zresztą MS pierwotnie chciał, żeby w kwestii przynajmniej sterowników właśnie WU tak działało, stety lub nie z jakiś powodów nie wyszło), ale mówienie, że jakaś wielka zmowa możnych próbuje wmówić szaraczkom, że aktualizacja sytemu czy jego instalacja to ho ho ho nie na ich siły to dla mnie trochę jak gadanie o tajnej organizacji cyklistów rządzących światem. Tak naprawdę to oni sami sobie to wmawiają (te szaraczki), na takiej samej zasadzie jak inni boją się zrobić prawo jazdy, upiec torta czy wyprać sweter w pralce.
Post a Comment